16 maja 2004

# 1

Mielismy dzisiaj isc do kina, ale oboje przez ta pogode jacys rozleniwieni, bezplodni. Dzien taki bez wyrazu. Nie wiem czy to juz bezposrednia bliskosc wakacji czy sesji powoduje takie napiecie miedzy nami, coraz trudniej je znosze.
Nic nie doluje mnie bardziej niz spotkanie z K. kiedy jest wlasnie taki, jak dzisiaj - nie wiem o co mu chodzi, nie wiem czy jest zly na mnie, czy po prostu cisnienie jest miedzy nami nie takie, jak trzeba.
Wtedy mam w glowie za duzo zlych mysli. Niech sie konczy ta niedziela.

Zamiast Słonia w kinie - obejrzelismy Piratow - Klątwa Czarnej Perły, co by się trochę odmóżdżyć i wyluzować. Kino alternatywne, niezależne czy jakkolwiek by je nazwać, niesie ze sobą wysokie, owszem, ale jednak ciężkie treści. Gdybym codziennie oglądała 21 Gramów, to w końcu skończyłabym na terapii dla niedoszłych samobójców.
Ale wracając do Piratów - dawno się tak nie uśmiałam. Film oczywiście płytki jak brodzik, o biednym małym kowalu - takim naszym Szewczyku Dratewce i niedostępnej dla niego córce gubernatora, którą porywają piraci...
Po przeczytaniu Mistrza i Małgorzaty miałam taki sam sentyment do postaci Kota Behemota, jak teraz do Jacka Sparrowa. Był rewelacyjny - zabawny, pokraczny, nieprzewidywalny...
Tylko jego rola uratowała ten film, ale za to z klasą.

Brak komentarzy: